W tym tygodniu mieliśmy „Wigilię” pracową. Nie byłoby w tym
nic dziwnego, gdyby miejsce nie znajdowało się nad morzem, temperatura nie
sięgałaby 25 stopni, a zamiast barszczu i uszek serwowano krewetki.
Jak to wyglądało? Zdjęcia poniżej:
A oprócz tego. Po przepysznym jedzeniu szef
zaprosił nas do kolejnej restauracji centralnie na plaży. Nie potrafię znaleźć
dobrego określenia na to miejsce, gdyż „knajpa” brzmi niesamowicie nie na
miejscu. Powiedzmy,ze jest to beach bar przy ekskluzywnym hotelu. (tu muszę zaznaczyć , że często bary/ imprezownie należą do hoteli, znajdują się w ich wnętrzu i jest to zupełnie normalne).
Generalnie celem powstania owych miejsc jest kultywowanie
hedonistycznego stylu odpoczynku na plaży przy spokojnej muzyce i w pięknym
otoczeniu. Sam wystrój jest niesamowity. Święcące kanapy/ pufy usadowione na już chłodnym, nocnym piasku,
szum morza w tle, namiastka kominków na stołach, drinki jak z filmów o Hawajach
i bajkowo podane przekąski. Piękna sprawa! Niebo na ziemi (tym bardziej za
pieniądze firmy).
Oto zdjęcia z późniejszej części wieczoru:
A jak tam Wasze przygotowania do Świąt?
Miłego dnia!
M-ka
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz